RSS
poniedziałek, 26 września 2016

img_20160810_173956_szale

Kolekcjonowanie piłkarskich pamiątek jest jakąś tam moją nieszkodliwą pasją. Nieszkodliwą (a przynajmniej tak się łudzę;)), bo póki co nie zdominowało całkowicie mojej przestrzeni życiowej i między pokojami da się przejść bez potykania się o rozłożone wszędzie kartony z szalami, koszulkami czy butami piłkarskimi. Może i dzięki temu, że staram się jednak mocno ograniczać - zbieram raczej tylko drobne przedmioty, jak bilety meczowe, pocztówki, programy meczowe, a jeśli już trafią się zajmujące więcej miejsca proporczyki, to kolekcję zdecydowanie ograniczam tematycznie. Daleko mi więc do Stefana Szczepłka, który posiada chyba największy w Polsce zbiór pamiątek piłkarskich. Ostatnio (dzięki pracy Historyków Dumy Stolicy) trafiłem na notatkę z Przeglądu Sportowego z 1976 r., w której autor, opisując wspólną z p. Stefanem wizytę na sparingu reprezentacji Polski z Polonią Warszawa, pisze że ma on “w prywatnej kolekcji wszystkie reprezentacyjne kostiumy świata”. A przecież od tej pory minęło już 40 lat! Zawsze mnie interesowało, gdzie pan Stefan trzyma te wszystkie skarby, skoro niewielka część jego kolekcji, prezentowana właśnie w warszawskim Państwowym Muzeum Etnograficznym, zajęła obszerną przestrzeń. Tego, że nie mieszka w M-4, jestem pewien w 100% :).

img_20160810_165035_wejscie

Pretekstem do zorganizowania wystawy były czerwcowe Mistrzostwa Europy. Ale mistrzostwa się skończyły, a wystawa trwa nadal, sprawiając ogromną frajdę pasjonatom sportu. Czego tam nie ma - pamiątki reprezentacyjne i klubowe, z mistrzostw i rozgrywek krajowych, koszulki i buty, szale i bilety, przedmioty świeże i takie sprzed kilkudziesięciu lat. Wszystkie eksponaty z kryjącą się za nimi historią - i historią futbolu, i historią pozyskania poszczególnych eksponatów. I właśnie - choć sama w sobie wystawa jest bardzo interesująca, dobrze jest trafić też na towarzyszące jej wydarzenia. Czy to będzie wspólne oglądanie meczów (organizowane były w trakcie mistrzostw), czy debaty na tematy piłkarskie, czy też specjalne oprowadzanie po wystawie. Ja miałem przyjemność uczestniczyć właśnie w oprowadzeniu przez kuratora wystawy, p. Dariusza Skonieczko, który nie tylko opowiadał o samych eksponatach, ale także o kulisach powstania wystawy oraz własnym w nią wkładzie - nieograniczającym się jedynie do wyboru eksponatów ze zbiorów Stefana Szczepłka.  Bo choć zdecydowana większość pochodzi właśnie stamtąd, jest także trochę pamiątek jej kuratora - zapalonego kibica Widzewa Łódź. I te, bardzo osobiste pamiątki, robią kolosalne wrażenie - dziecięce zeszyty z wklejonymi prasowymi opisami meczów, proporczyki, własne bilety meczowe (w tym derbowe z wyciętą nazwą przeciwnika ;-)). Fajnie jest posłuchać p. Dariusza, jak opowiada o początkach swojego kibicowania, o pierwszych futbolowych fascynacjach, o późniejszych meczach wyjazdowych. I o kolekcjonowaniu - a jak o tym barwnie opowiada, można się przekonać w jego krótkim tekście nt. kolekcjonowania na stronach Muzeum dla Dzieci czy rozmowie na stronach Polskiego Radia .

img_20160810_174142_widzew

 

 

Wystawa potrwa jeszcze do końca października. Aktualne informacje o niej i o towarzyszących wydarzeniach dostępne na stronie Muzeum:  http://www.ethnomuseum.pl/futbolove_historie.html.  I chyba tylko jedne mam zastrzeżeniem - nie rozumiem, dlaczego Muzeum jako pamiątkę z wystawy nie przygotowało (zamiast torby na zakupy) okazjonalnego szala :).

img_20160810_173816_kamerun

wtorek, 09 sierpnia 2016

dscf5285_HDRCiąg dalszy penetrowania stadionów, które swój blask utraciły już dawno. Dziś pora na stadion, który obecnie odżywa tak naprawdę raz w roku podczas organizowanych na nim koncertów juwenaliowych (a jego okolice znane były z popularnej niegdyś giełdy komputerowej). A szkoda, bo i lokalizację ma doskonałą (środek miasta!), i - przy dużych brakach miejsc, gdzie można w Warszawie rozgrywać mecze - przy chyba niewielkich nakładach mógłby łatwo powrócić do swej pierwotnej funkcji. Szczególnie, że jeszcze kilka lat temu mecze futbolu amerykańskiego rozgrywała tam drużyna Warsaw Werewolves, a i teraz od czasu do czasu jest wykorzystywane do sportowych celów (niedawny pokazowy mecz krykieta).

fotopolska.eufot. za warszawa.fotopolska.eu

Stadion powstał w 1948 r. - na jego otwarcie zaplanowano mecz Zarząd Miejski kontra Dziennikarze :). Służył klubowi MKS Syrena Warszawa, który w tym czasie - jak większość klubów w Polsce - przechodził zmiany (przez chwilę był Samorządowcem, żeby na kilka lat stać się Ogniwem i w końcu - po 1956 r. - wrócić do pierwotnej nazwy). Od 1964 r. stadion przeszedł pod zarząd Politechniki Warszawskiej, która jest jego gospodarzem do dziś. O powstaniu stadionu przeczytać można w b.ciekawym artykule na sztuka.net, zdjęcia z lat jego światłości zamieszczone są na facebookowym profilu "Piłka stalinowskiej Warszawy" (zdj.1, zdj. 2).  Z rozbudowanych trybun została tylko niewielka kryta trybuna - zachowana w dobrym stanie (i na bieżąco chyba konserwowana). Boisko także nie jest w najgorszym stanie - gdyby Politechnika (osiągająca przecież takie sukcesy choćby w siatkówce!) zdecydowała się na stworzenie drużyny piłkarskiej, miałaby gdzie trenować i rozgrywać swe mecze.

Galeria zdjęć z sierpnia 2016 r. dostępna na facebooku.

wtorek, 02 sierpnia 2016

proporczyk klubu Lotnik WarszawaNowa zdobycz do kolekcji proporczyków warszawskich klubów piłkarskich - Wojskowy Klub Sportowy LOTNIK WARSZAWA. Jest więc pretekst, żeby odgrzebać trochę historię tego mało znanego - a wcale nie marginalnego! - warszawskiego klubu.

Lotnik - jak chyba więkość klubów w okresie PRL-u - prowadził kilka sekcji: hokeja na lodzie, judo, lekkiej atletyki, pięcioboju nowoczesnego, rugby, siatkówki, strzelectwa oraz oczywiście piłki nożnej. My przyjrzyjmy się tej ostatniej - jej bowiem losy są dość specyficzne i intrygujące.

Klub powstał w 1951 r. I już na wiosnę 1952 r. grał w II lidze (czyli na ówczesnym drugim poziomie rozgrywek!). Jak do tego doszło? Awans do II ligi w 1951 r. wywalczył  CWKS Ib (czyli rezerwy Legii Warszawa, grającej wówczas pod nazwą CWKS). Jako że drugi zespół nie mógł grać jedynie poziom niżej niż zespół pierwszy, CWKS Ib nie mógł skorzystać z awansu. Wojsko jednak nie zamierzało zrezygnować z przysługującego mu miejsca w II lidze, w związku z czym zdecydowano (tak, tak - pamiętajmy, że to rok 1951!), że w miejsce CWKS-u awansuje inna wojskowa drużyna. Szansę dano dwóm z nich - OWKS-owi Bydgoszcz (czyli Zawiszy) i właśnie Lotnikowi. O tym, która z nich występować będzie w II lidze, zadecydował dodatkowy mecz barażowy, rozegrany 4.11.1951, który dał zwycięstwo Lotnikowi 4:3 po dogrywce [www Zawiszy Bydgoszcz].

W II lidze Lotnik występował przez dwa sezony. W 1952 r. wypadł bardzo dobrze i w swojej grupie (II liga była wówczas podzielona na 4 grupy) zajął 2 miejsce, ustępując jedynie Gwardii Warszawa. W 1953 r. (w już niedzielonej na grupy II lidze) zajął przyzwoite miejsce 5, po czym… został wycofany z rozgrywek. Było to efektem reorganizacji (i koncentracji) struktur klubów wojskowych, której najbardziej znaną ofiarą był wicemistrz Polski z 1953 r. - Wawel Kraków.

Na drugi poziom rozgrywek Lotnik nie wrócił już nigdy. Wprawdzie w 1956 r. wygrał A klasę i awansował do III ligi, jednak mimo czasami b. dobrych wyników (dwukrotnie 2 miejsce w tabeli), nie udało się mu awansować wyżej.

Chociaż J. Goksiński w “Klubowej historii polskiej piłki nożnej w latach 1945-1970” podaje informację, że Lotnik swoje mecze rozgrywał na stadionie Legii, to jednak wygląda, że główną areną ich zmagań było boisko na ul. Wolskiej (stadion Budowlanych, czyli Sarmaty). Przegląd Sportowy w 1953 r. (nr 69) pisał "Lotnicy podbili serca Woli. Początkowo na zawody przychodziła niewielka grupka żołnierzy i kilkudziesięciu najzagorzalszych zwolenników piłki. Od pewnego czasu sytuacja zmieniła się. Zdewastowane prowizoryczne trybuny zapełniają się co niedzielę kilkoma tysiącami widzów."  Nic dziwnego, że Lotnik wolał grać na Wolskiej niż na stadionie Wojska Polskiego, gdzie był chyba niechcianym gościem. Ten sam Przegląd Sportowy z 1953 r. w nr 83 w relacji z meczu ze Stalą Sosnowiec piórem Andrzeja Jurskiego informował, że "gospodarze stadionu WP potraktowali to spotkanie jak imprezę ostatniej kategorii. Wielki zegar boiskowy nie był czynny - bo czy warto dla drugoligowców uruchamiać tak cenny mechanizm? W czasie trwania zawodów przeprowadzane były denerwujące widzów i zawodników próby mikrofonowe. Jakieś piekielne dźwięki towarzyszyły spotkaniu, w którym gra toczyła się o wielką stawkę".

Ekspress Wieczorny z 17.08.1957 r. podaje, że 15.08 spotkanie Lotnika z Polonią Warszawa (na tamtą chwilę wicelidera z liderem III ligi) na Wolskiej obserwowało aż 10 tys. osób - co wydaje się ciężkie do wyobrażenia, znając rozmiary stadionu na Wolskiej. Nie udało mi się ustalić, do którego dokładnie sezonu Lotnik grał na Wolskiej - w 1962 r. drużyna gości już na boisku Legii WAT na Bemowie.

Jesienią 1962 r. dochodzi do fuzji (czy też - jak to określił Express Wieczorny - do “mariażu”) drużyn piłkarskich Lotnika i  RKS Okęcie Warszawa. Pretekstem połączenia było oddanie do użytku nowego stadionu przy ul. Radarowej (czyli tego, na którym do dziś gra Okęcie). Pierwszy mecz drużyny Lotnik Okęcie (bo pod taką nazwą przez krótki czas klub występował, po czym ograniczył się tylko do jednego, okęciowego członu) na nowym obiekcie odbył się 28.10.1962 a przeciwnikiem był fiński robotniczy zespół Kaariharen-Tenho (a przynajmniej taką nazwę podaje Express Wieczorny z 27-28.10.1962).

Sam klub Lotnik Warszawa działał jeszcze do 1975 r., kiedy to stał się ofiarą kolejnej reorganizacji i został włączony do Legii Warszawa. Jednym z argumentów za połączeniem była “niemożność istnienia dwóch wojskowych klubów w jednym mieście” [wikipedia].

I na koniec ciekawostka - dzięki rozegranym udanym dwóm sezonom w II lidze, Lotnik Warszawa jest najskuteczniejszą drużyną w historii polskiej piłki nożnej pod względem wyników meczów wyjazdowych właśnie w II lidze (czyli na drugim poziomie rozgrywek)! Odniósł w nich 12 zwycięstw (na 22 rozegrane spotkania) [futbolwliczbach.pl]

Ogromne podziękowania dla Historyków Dumy Stolicy za nieocenioną pomoc w przygotowaniu tego tekstu!

poniedziałek, 01 sierpnia 2016

Kolekcjonerzy biletów z meczów piłkarskich są bardzo ciekawą grupą pasjonatów, potrafiących swoją pasją zarazić innych. Moja kolekcja póki co jest zbyt skromna, żeby się nią pochwalić publicznie, ale od czasu do czasu publikować będę co ciekawsze egzemplarze.

Dzisiaj o biletach z historią. Często na biletach znajdują się różnego typu zapiski. Zwykle są to informacje o końcowym wyniku, czasami strzelcy bramek. W swych zbiorach mam jednak jeden bilet z bogatszą historią. Bilet, którego strona odwrotna stała się swoistym pamiętnikiem kibica, zapiskiem wydarzeń okołoboiskowych.

Bilet z meczu RKS Radomsko - Polonia Warszawa z 17.09.1995. Mecz rozegrany w ramach II ligi (wg starej nomenklatury - drugi poziom rozgrywek, czyli obecna I liga), zakończony wynikiem 1:1.

radomsko

Czym jest “Klub 52”? To swoiste wyzwanie dla bywalców piłkarskich pojedynków, polegające na próbie odwiedzin meczów wszystkich polskich drużyn uczestniczących w centralnych rozgrywkach (czyli w Ekstraklasie oraz I i II lidze). Wzorowany jest na legendarnym angielskim “The Ninety-Two Club”, a (dość sztywne) zasady polskiej wersji określił ostatnio na swoim blogu “My Match Days” kol. Benio i na http://mymatchdays.blog.pl/klub-52/ zainteresowanych odsyłam po szczegóły.

Choć wyzwanie jest nieograniczone czasowo (próba może trwać i kilkadziesiąt lat:)), sam nie mam ambicji wypełnienia jego wymogów. Z kilku względów - nie mam duszy groundhoppera, zdecydowanie wolę pójść po raz 100 na mecz bliskiej mi drużyny niż odwiedzić stadion klubu mi obcego czy też wręcz takiego, za którym nie przepadam. Nie ograniczam się też tylko do wspomnianych centralnych rozgrywek - a nawet często mecze z lig niższych są mi bliższe od oglądania zmanierowanych piłkarzy “wysokoligowych”. Tak np. w sezonie 2016/2017 bardzo nastawiam się na spotkania rozgrywane akurat w reformowanej III lidze (grupa I - połączona mazowiecko-łódzko-podlasko-warmińsko-mazurska) i to zapewne stadiony III-ligowe będą przeze mnie odwiedzane w najbliższym czasie najczęściej.  A i po prostu - zobowiązania względem rodziny i pracy nie dają szans na tego typu piłkarskie podróże po całym kraju.

Tym niemniej - pomysł jest doskonały i jak już będę na emeryturze i będę miał dużo czasu i pieniędzy ;-) kto wie, czy wyzwania na poważnie nie podejmę.

Ale skoro kol. Benio rozpoczął swoje relacje od wizyty na Legii Warszawa, na szybko odpowiadam opisem meczu i stadionu jej lokalnego rywala :). Poniżej próba relacji zgodnej z wymogami “Klubu 52” (piszę to na wstępie trochę gwoli samousprawiedliwienia, bo normalnie sam z siebie nigdy nie pisałbym o serwowanych na stadionie kiełbaskach ;-)).

dscf5193_mecz1

Polonia Warszawa - Polonia Bytom 0:3
Bramki: Arkadiusz Kowalczyk (47 i 53. min.), Piotr Ceglarz (94. min.)
31.07.2016, godz. 19:00, stadion Polonii Warszawa, ul. Konwiktorska 6
mecz 1. kolejki II ligi
widzów: ok. 1800 (w tym kilkudziesięciu kibiców gości)
cena biletu: 30 zł
dodatkowe koszty: program 5 zł, kiełbaska z grilla 10 zł

W pierwszym meczu po awansie do II ligi Polonii Warszawa przyszło zmierzyć z równie utytułowanym (także dwukrotne mistrzostwo Polski!) przeciwnikiem - imienniczką z Bytomia. Z klubem, z którym przecież jeszcze niedawno spotykała się niejednokrotnie - jak można się było dowiedzieć z meczowego programu, obie drużyny spotykały się dotąd 12 razy w I lidze, 4 razy w II lidze i 2 razy w Pucharze Polski. Tak się potoczyły ich losy, że teraz przyszło im grać na trzecim poziomie rozgrywek.

bilety_stare

kilka biletów z dawnych meczów Polonii Warszawa z Polonią Bytom

Debiut - po trzyletniej przerwie - w centralnych rozgrywkach dla Dumy Stolicy był bolesny. Bowiem o ile pierwsza połowa była wyrównana (nawet z lekką przewagą gospodarzy), o tyle druga nie pozostawiła już żadnych złudzeń, kto w tym meczu zasłużył na zwycięstwo. Z szatni stołeczna Polonia wyszła rozkojarzona i chyba tylko tym można wyjaśnić koszmarny błąd obrony w 47 minucie spotkania, dzięki któremu zawodnik z Bytomia wyszedł na czystą pozycję z bramkarzem, zamienioną na bramkę bez najmniejszego problemu. Kiks może się zdarzyć każdemu, ale żeby powtórzyć praktycznie to samo ledwie 5 minut później i znowu dopuścić Arkadiusza Kowalczyka sam na sam z bramkarzem? Takie błędy nie powinny się przytrafiać w takiej liczbie nie tylko na tym poziomie rozgrywek - rzadko widzimy je nawet na meczach juniorów!

dscf5226_mecz

Szybko stracone bramki podcięły skrzydła warszawiakom, którzy nie byli w stanie się podnieść i do końca meczu grali nerwowo, chaotycznie, w zasadzie nie zagrażając bramce gości. Ci dobili gospodarzy już w doliczonym czasie gry po… tak, tak, po błędzie obrony.

dscf5233_brama3

O ile piłkarze Polonii Warszawa zawiedli, o tyle bardzo dobrze spisali się ich kibice. Doping nieprzerwany przez cały mecz - także w 2. połowie, gdy wynik był już bardzo niekorzystny. Największe wrażenie zrobiła jednak oprawa upamiętniająca rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Przez całą pierwszą połowę na trybunie Kamiennej wisiał transparent “Pamiętaj o bohaterach, bo dzięki nim jesteś tu i teraz”, po czym dokładnie o godz. 19:44 zaprezentowano oprawę  z wykorzystaniem syreny alarmowej, petard i świec dymnych. Co trzeba docenić, podczas jej prezentacji nie było tym razem przypomnień ze strony spikera o zakazie używania środków pirotechnicznych. Dobrze też, że organizatorzy oprawy uprzedzili o planie jej zaprezentowania w ostatniej minucie pierwszej połowy, dzięki czemu niewiele osób w tym czasie udało się do stoisk z jedzeniem (co niestety na K6 jest częste podczas innych meczów - już kilka minut przed gwizdkiem część publiczności zajmuje miejsce w kolejce po kiełbaskę).

dscf5217_OPRAWA

Także kibicie gości, którzy stawili się na stadionie (spóźnieni o ok. 20-30 minut - słuchając ich pierwszych przyśpiewek można było domyśleć się, co było tego przyczyną) uczcili pamięć Powstania, prezentując okolicznościowy transparent.

DSCF5197__polonia_bytom_oprawa

Co ciekawe doping z ich strony był najdonoślejszy do momentu osiągnięcia przez bytomian dwubramkowej przewagi, po czym w końcówce meczu zdecydowanie osłabł. Po ostatnim gwizdku jednak podziękowali piłkarzom za chyba trochę niespodziewane zwycięstwo (a przynajmniej w niespodziewanym wymiarzy). Podobnie zresztą kibice Polonii Warszawa - mimo przegranej uhonorowali zawodników brawami i podziękowaniami za walkę. I bardzo słusznie - w końcu to pierwsze potknięcie, które można jeszcze odrobić.

Pomiędzy kibicami obu drużyn obyło się bez jakichkolwiek napięć, obie strony doceniły oprawę przeciwników, każda strona zajęta była dopingiem dla swojej drużyny.

dscf5243_pomeczu

Teraz o otoczce spotkania. Ceny biletów na mecze Polonii po awansie wzrosły. W tej chwili normalny bilet na trybunę główną to aż 30 zł (bardzo dużo jak na ten poziom rozgrywek), ulgowy 20 zł. Można kupić bilet dokładnie o połowę tańszy na trybunę kamienną, jednak trybuna ta ma swoją specyfikę - od osób na niej będących oczekuje się zaangażowania w doping. Jeśli więc wolisz mecz obejrzeć w spokoju, wybierasz trybunę główną - klimatyczny sektor A lub (zwykle zdecydowanie luźniejszy) sektor C.

Każdemu meczowi towarzyszy solidnie przygotowany 16-stronicowy program za 5 zł. Warto go kupić ze względu na materiały niedostępne gdziekolwiek indziej. Przykładowo w programie z meczu z Polonią Bytom mamy m.in. - prócz standardowego wstępu prezesa Polonii Jerzego Engela i informacjach o przeciwniku - prezentację nowych piłkarzy, rozmowy z napastnikiem Fabianem Pawelą i honorowym prezesem Polonii Jerzym Piekarzewskim oraz artykuł Historyków Dumy Stolicy o meczu obu Polonii w 1957 r. Z okazji jubileuszu 50-lecia pracy w sporcie Wacława Kuchara.

Jeśli ktoś potrzebuje więcej pamiątek z wizyty na Konwiktorskiej, na każdym meczu rozstawione jest bogate stoisko z szalikami, odznakami, proporczykami i publikacjami nt. Polonii. Warto do niego zaglądać regularnie - co jakiś czas pojawiają się nie tylko nowości, ale także różne stare pozycje, czasami nigdzie już niedostępne a skądś zdobywane przez osoby stoisko prowadzące (na ostatnim meczu np. było kilka egzemplarzy trudno dostępnej książki z tekstem sztuki Domana Nowakowskiego “Czarne serca”).

Catering - skromny, ale przyzwoity :). Choć dwa stoiska z kiełbaskami z grilla to zdecydowanie za mało jak na taką liczbę kibiców z trybuny głównej (stąd też wspominany wcześniej proceder wychodzenia przed gwizdkiem na przerwę żeby nie stać w długiej kolejce). Niestety - prawie każdą obecność kibiców gości policja traktuje jako pretekst do nadania spotkaniu statusu meczu podwyższonego ryzyka, przez co nie można na stadionie sprzedawać alkoholu. Tak też było podczas meczu z Polonią Bytom.

Stadion Polonii zlokalizowany jest w centrum miasta, blisko Nowego Miasta. Dojazd bardzo dogodny z każdej części stolicy - czy to autobusami, czy to tramwajami, czy to w końcu metrem (i 500-metrowy spacerek od stacji Warszawa Gdańska). Nie polecam dojazdu samochodem - w dniu meczu zaparkować blisko stadionu nie jest łatwo, raczej trzeba nastawić się na szukanie miejsca w okolicznych uliczkach.

Na Konwiktorską warto wybrać się także po to, żeby zobaczyć stadion w zdecydowanie starym stylu, różniący się od nowoczesnych, często nijakich obiektów. Ma to swoje mankamenty (toalety!), ale ma też niezaprzeczalny urok. Zarządzająca obecnie seniorską piłką na Polonii spółka ma konkretne plany przebudowy stadionu - czy też raczej totalnej zmiany jego charakteru i zamiany go w obiekt właśnie nowoczesny, z jednoczesną zmianą charakteru otoczenia na komercyjno-biurowe. Nie ukrywam, że mi osobiście bliższa byłaby opcja zdecydowanie skromniejsza - przebudowa obecnego stadionu, dobudowanie trybun za bramkami, może przebudowa trybuny kamiennej. Ale mam świadomość, że czasu się nie zatrzyma i na kameralne, “oldschoolowe” stadiony w dzisiejszej piłce nie ma już miejsca.

Tyle w pierwszej relacji w ramach “Klubu 52”. Czy i kiedy będą następne? Któż to wie :)

środa, 27 lipca 2016

imgp5489_HDRdadaOpuszczone stadiony od zawsze mnie i przygnębiały, i fascynowały jednocześnie. Niegdyś tętniące życiem miejsca zmagań sportowych, emocji mas kibiców. W Warszawie są dwa takie obiekty - mały obiekt na Sarmacie i całkowicie niedostępny stadion Gwardii. Prócz nich mamy areny zaniedbane, ze zniszczonymi trybunami, ale które nadal szczęśliwie jeszcze żyją sportowo - nawet jeśli nie odbywają się na nich już mecze, to służą jako boiska treningowe. Tak mamy na stadionach Warszawianki czy Marymontu, tak na lekkoatletycznym stadionie Skry. A stadionu X-lecia już nie mamy :).
imgp5495_HDRdada
Odmienną sytuację mamy w Poznaniu, gdzie znajdują się dwa piękne, potężne obiekty pochodzące jeszcze sprzed wojny. Najpierw autentyczna perełka - Stadion im. Edmunda Szyca. Na jego trybunach mieściło się nawet 60 tys. kibiców. Należał gł. do Warty Poznań, jednak rekordowa frekwencję zarejestrowano podczas rozgrywanych na nim meczach Lecha Poznań w latach 70. 10-krotnie gościł reprezentację Polski, 2-krotnie finał Pucharu Polski. Od 20 lat nieużywany, z dużym sporem co do własności gruntu i planów zabudowy terenu przez dewelopera (na co nie godzi się miasto i okoliczni mieszkańcy). Przez te dwa dziesięciolecia przyroda upomniała się o swoje - szczególnie widoczne jest to teraz, w środku lata, kiedy jest w szczytowym rozkwicie i gdy dopiero po wejściu w gęstwinę można zobaczyć resztki trybun:

imgp5485_HDRdada

Ale nie da się nie zauważyć, jaką rolę spełniał ten obiekt w przeszłości - najważniejsze, że na boisku przetrwały obie bramki! Na pozór wydaje się, że wystarczyłaby solidna kosiarka, żeby móc rozgrywać tam mecz (oczywiście jakiś nieoficjalny). Pomieszczenia stadionowe zagospodarowane przez bezdomnych. Wygląda, że w tym stanie może jeszcze wegetować przez wiele lat. Ale zdecydowanie warto go odwiedzić w tym stanie, w jakim jest obecnie. Z wejściem na teren nie ma najmniejszych problemów.
Jak stadion wyglądał niegdyś, zobaczyć można np. na zdjęciach z serwisu fotopolska.eu.

imgp5536_HDR
Trochę inaczej jest na drugim legendarnym obiekcie - Stadionie na Dębcu, gdzie siedzibę swoją miał i mecze rozgrywał Lech Poznań do czasu wybudowania stadionu przy Bułgarskiej w 1980 r. Z wizytą na nim spóźniłem się o 3 lata - w 2003 r. Polskie Koleje Państwowe wyburzyły większość infrastruktury. Teraz tylko niewielkie pozostałości świadczą o tym, co tu się mieściło w przeszłości. Ale jeśli ktoś trafiłby na niego przypadkiem, nie mając świadomości, gdzie jest, mógłby nawet nie domyślić się, na jakim jest obiekcie. Choć teren jest ogrodzony, nie ma większych problemów z wejściem (nie trzeba skakać przez ogrodzenie;).

Zdjęcia wykonane w lipcu 2016 r. Więcej w galerii na facebooku. Historia obu stadionów w solidny sposób opisana została na Wikipedii (stadion Szyca; stadion na Dębcu)  oraz w tekstach Marcina Jankowiaka na blogu "Poznańskie historie" (stadion Szyca; stadion na Dębcu).

niedziela, 03 stycznia 2016

Sportowe (czy też raczej już "posportowe") tereny wokół Fortu Bema (zarządzane przez CWKS Legia) znane są warszawiakom - sąsiadujące z nimi obszar zasadniczego fortu po odnowieniu w ostatnich latach stał się popularnym miejscem rekreacyjnym. Jednak już o ich przedwojennej przeszłości niewiele można się dowiedzieć. A był to teren, na którym prężnie działał Sportowy Związek Strzelecki Fort Bema, prowadzący w latach 30. XX wieu aż 12 sekcji sportowych. Jak pisze Robert Gawkowski w "Encyklopedii klubów Warszawy i jej najbliższych okolic w latach 1918-39" klub posiadał "dwa korty tenisowe, dwa boiska piłkarskie (główne i treningowe) - bez trybun, ale z bieżnią żużlową długości 400 m, hale sportową i boiska do siatkówki i koszykówki".

Jako że sam fort był jednostką wojskową, nie jest on widoczny na przedwojennych zdjęciach lotniczych. Ale już na zdjęciu z 1945 r. widać wyraźnie lokalizację boiska piłkarskiego - zniszczonego, ale na powiększeniu wyraźnie widać na nim jeszcze ślady linii boiska:

fortbemazdjęcie lotnicze za Google Earth


I jest to ni mniej ni więcej boisko, które zobaczyć można do dziś. Czy też - jeśli chcemy być precyzyjni - zobaczyć możemy resztki tego boiska w malowniczym otoczeniu zrujnowanych przedwojennych zabudowań:

imgp1453_HDR

Nie wiem, co działo się na nim w czasach wczesnego PRL-u. W końcu lat 70. XX wieku tereny te przekazano Legii. Jednak dopiero, gdy na przełomie XX i XXI wieku nastąpiło rozłączenie interesującej nas najbardziej sekcji  piłkarskiej Legii z CWKS Legia Warszawa (a przypomnijmy, że przez kilka lat istniały odrębne drużyny seniorskie dwóch Legii - CWKS doszedł do poziomu okręgówki) mamy pewne informacje, że ta druga mecze swe grała właśnie na Forcie Bema. Z kolei w "Przeglądzie Sportowym" Maciej Skorża wspominał o tym, że gdy w połowie lat 90. trenował legijną młodzież na Forcie Bema, przyjeżdżał wcześniej przed treningami, aby polewać piaszczyste boisko wodą (żeby dzieci nie dostały pylicy).
W tej chwili boisko, podobnie jak prawie wszystkie (chyba z wyjątkiem odnowionego budynku sekcji boksu) legijne obiekty na tym terenie jest opuszczone i niewykorzystywane. Nie można oprzeć się wrażeniu, że gdyby nie sukces "łazienkowskiej" Legii, w tej chwili o tym klubie pisalibyśmy w takim samym tonie, jak piszemy o Gwardii czy Skrze. Losy CWKS-u bardzo przypominają to, co się działo z tymi klubami i z terenami, na których prowadziły działalność sportową. Bo i tu były konkretne pomysły na uzdrowienie klubu poprzez wprowadzenie inwestora (szczególnie na początku XX wieku, gdy prezesem CWKS-u został Jacek Gmoch), i tu pomysły były torpedowane przez właściciela terenu. Czy będzie to wojsko (Agencja Mienia Wojskowego), czy policja (tereny Gwardii), czy miasto (Skra), schemat jest taki sam - nie udaje się dojść do kompromisu, następuje "walka" ze sportowcami (z odłączaniem mediów włącznie). Taki sam jest też końcowy (póki co) efekt - całkowita ruina obiektów.

imgp1501_HDR
Więcej zdjęć z obecnego stanu (na 2.01.2016) obiektów sportowych na Forcie Bema na facebookowym profilu bloga.

Wybór źródeł internetowych:
Maciej Weber, "CWKS Legia umiera", 19.10.2006, sport.pl
(mac), "CWKS Legia upadnie do końca roku?, 23.11.2006, sport.pl
Bodziach, "Historia stadionu Legii: Legia na Fortach Bema", 3.02.2010, legionisci.com
Piotr Wesołowiecz, "Okradli ich, ale walczą. Jak kształtuje się charakter zapaśników Legii", 15.01.2014, warszawa.sport.pl

sobota, 02 stycznia 2016

Wiosną 1965 r. tygodnik "Stolica" zaprosił Nikifora na dwa dni do Warszawy. Jak pisali w artykule opisującym tę wizytę "Chodziło o to, by słynny prymitywista wędrując ze szkicownikiem po stolicy przekazał własną wizję miasta".
Jednym z punktów wycieczki był także Stadion X-lecia. Tak to opisał Zbigniew K. Rogowski w artykule "Nikifor mauluje Warszawę" ("Stolica" 1965 r., nr 26):
"Gdy wjeżdżamy na Stadion X-lecia, Nikifor nagle się ożywia na widok ogromnego stadionu. Niepozorny człowiek sam jeden siedzi na stutysięcznym, zupełnie teraz pustym stadionie. Owalny zarys boiska wypełnia się na karcie szkicownika zgoła nierealnymi detalami. Ręka artysty 'wprowadza' na murawę dwa rumaki - jednego z nich dosiada tajemniczy jeździec... Samo boisko w odczuciu malarza przypomina arenę cyrkową. Skąd ta asocjacja? Może zielona połać boiska (Nikifor nigdy przedtem nie był na stadionie sportowym) pusta i bezkresna wydała się artyście po prostu niefunkcjonalna. Ożywia więc ją czworonogami i człowiekiem. Rzecz zastanawiająca, bo przecież obrazki nikiforowskie są zawsze wyludnione."

nikiforstadion_

Nikifor "Stadion Dziesięciolecia"; za tygodnikiem "Stolica" z cyfrowemazowsze.pl - niestety nie dotarłem do innych jego reprodukcji w lepszej jakości, stąd choćby np. kolorystyka może nie odpowiadać oryginalnemu obrazowi.

Ideę Nikifora powtórzył w 2008 r. Edward Dwurnik (dla którego Nikifor był przecież mistrzem). Jego Stadion X-lecia to już nie arena sportowa - to teren wielkiego jarmarku. Jego wizję zobaczyć można na stronie agraart.pl.

środa, 30 grudnia 2015

Ostatnio było o niezrealizowanych planach budowy stadionu olimpijskiego na warszawskich Szczęśliwicach - tym razem również o planach, również stadionu olimpijskiego dotyczących. Planach o dekadę późniejszych. Oto bowiem za prezydentury Stefana Starzyńskiego pojawił się konkretny pomysł budowy na Siekierkach (a dokładniej na Antonówce) rozległego kompleksu sportowego ze stadionem i torem regatowym. Wiązało się to z  aspiracjami Polski do organizacji igrzysk olimpijskich. Lokalizację stadionu naniesiono na plan Warszawy z 1939 r. (poniżej, za mapa.um.warszawa.pl, z naniesieniem obecnego układu ulic).
siekierkistadion

O tym, dlaczego skończyło się tylko na planach, nie muszę pisać. Jednak to nie koniec sportowej historii okolicy - ok 200-300 metrów od miejsca planowanego stadionu, w 2005 r. swoje boisko wybudował UKS Siekierki. Niestety - z powodów ubogiej infrastruktury (przede wszystkim brak bieżącej wody!) klub rozgrywał tam mecze tylko kilka sezonów (przypuszczalnie do 2007 r. - przynajmniej na zdjęciu z wikipiedii z 2007 r. widać jeszcze linie boiska). Obecnie UKS Siekierki jako gospodarz swe mecze w A-klasie musi rozgrywać w Oborach (za Konstancinem-Jeziorną), a boisko na Siekierkach, nieużywane od kilku lat, zdziczało:

imgp1444_HDRdadaStan boiska UKS Siekierki - zdjęcie własne z 30.12.2015. Więcej zdjęć boiska zamieszczone na facebookowym profilu bloga 

Osoby skupione wokół klubu nie zakończyły jednak starań o to, żeby stadion powstał i aktywnie walczą o przeznaczenie terenów na Łuku Siekierkowskim właśnie na cele sportowe. Ze szczegółami ich wieloletnich już starań zapoznać się można na stronie siekierkowskistadion.blox.pl - starań niestety póki co całkowicie bezowocnych, zderzających się z urzędniczą... Nie wiem. Niechęcią? Nieudolnością? Obojętnością? Niby wiele osób zgadza się, rozumie, popiera, ale tak czy inaczej sytuację mamy taką, że na całym Mokotowie jest jedno (!) piłkarskie boisko o pełnych rozmiarach (leżące zresztą w pobliżu boisko Delty), a tereny wokół Trasy Siekierkowskiej dziczeją (co - nie ukrywam - ma oczywiście swój urok, ale mam świadomość, że mogłyby być wykorzystane do praktycznych celów).

poniedziałek, 07 grudnia 2015

Tę ulicę chciałem odwiedzić od stycznia tego roku - od momentu, kiedy dowiedziałem się od jej istnieniu. Powiedzieć, że jest niepozorna, to eufemizm - jej prawie nie ma! Jakieś 40 m. ślepej uliczki na Szczęśliwicach, na której nawet nie ma tabliczki z nazwą i której bez nawigacji (czy też planu papierowego, jeśli ktoś jeszcze używa) się nie odnajdzie.  Proszę Państwa - ulica Stadionowa w Warszawie:

ul.StadionowaHdnorej

O jej istnieniu dowiedziałem się z tekstu “Stadion, którego nie byłona blogu “Siren City Boy”. Jak można w nim przeczytać, pierwotnie ulica ta miała być arterią prowadzącą na… stadion. Oto bowiem w połowie lat 20. XX wieku zaakceptowano pomysł budowy dużego stadionu olimpijskiego na terenie  podwarszawskiego wówczas Fortu Szczęśliwickiego. Stadion miał pomieścić 40 tys. osób - zaprojektowano 13 tys. miejsc siedzących i 27 tys. stojących. Jak informował “Przegląd Sportowy” (artykuł “Budowa pierwszego stadjonu miejskiego na Forcie Szczęśliwickim w Warszawie”, nr 37 z 1926 r.): “w terenie wydrążono niejako wielki pięciobok; wnętrze tej gigantycznej misy stanowić będzie wielki stadion, na dawnych zaś wałach spoczywać będą trybuny, a kazamaty zamienią się w szatnie i lokale dla zarządu, restauracji i t.d.”. Autor artykułu krytykował jednak pierwotną koncepcję układu, zakładającą wybudowanie zarówno bieżni o 500-metrowym obwodzie, jak i toru kolarskiego, co spowodować miało znaczną odległość trybun od bieżni i boiska.

psfragment_22Nawet gdy patrzy się na aktualny układ terenu, można sobie wyobrazić usadowienie stadionu na terenie fortu:

googlemaps

fot. za googlemaps.com

Szczegóły projektu opisane są w przytoczonym wyżej artykule z “Siren City Boy”. Jak wiemy, stadion ostatecznie nie powstał. Robert Gawkowski w artykule “Stasiek-Stencel, Cegielnia i niedoszły stadion narodowy, czyli po prostu Szczęśliwice” (“Ochotnik - pismo Ośrodka Kultury Ochoty” nr 71 z 2011 r.) tak pisze: “budowa olimpijskiego obiektu szła jak po grudzie. W 1928 r. budowę wstrzymano, a Bank Gospodarstwa Krajowego przestał ją finansować, przerzucając swoje zainteresowanie na inny reprezentacyjny stadion – Wojska Polskiego”. A po ambitnym projekcie została tylko skromna uliczka Stadionowa.

 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi

Futbolowe Zapiski na facebooku: facebook.com/futbolowezapiski
obserwuj autora na Twitterze: https://twitter.com/dada_6