Blog > Komentarze do wpisu

cisza nocna na Santiago Bernabeu

Prawie trzy tygodnie się zbierałem, żeby napisać dwa zdania o wizycie na Santiago Bernabeu na meczu Realu z Villarrealem, o swoim de facto pierwszym kontakcie z “modern footballem”. Napisać o zniesmaczeniu - nie samym meczem, ale tym, co się działo (czy też raczej nie działo) na trybunach. Po czym trafiłem na felieton Rafała Steca “Toksyczne Bernabeu” i w zasadzie nic nie powinienem więcej pisać, tylko wrzucić do niego linka. Bo czyż można trafniej ująć “atmosferę” stadionu niż w tym fragmencie? “Cicho tam najczęściej jak na kościelnym czuwaniu, rozpieszczony widz w skupieniu wyczekuje dzieła sztuki. (...) Na Santiago Bernabeu lud nie schodzi się, by wesprzeć drużynę. Schodzi się, by wymagać. Nie chce wpłynąć na wynik, lecz wyniku żąda. Zwariować umie co najwyżej w furii, kiedy nie dostaje, czego chce.”

Powie ktoś - ale przecież na Realu Madryt jeszcze nie jest najgorzej! Że na innych stadionach jest jeszcze większa cisza, też jest więcej turystów niż fanów! Tak, być może tak jest. Na Santiago Bernabeu JESZCZE jest  zorganizowany doping. Ale co oznacza te kilkaset osób na 70 tys. publiczności? Po szeregu konflików z władzami klubu i wyrzuceniu grupy Ultras Sud, grupy kibicowskie zostały “zesłane” na górne partie stadionu, przez co doping jest naprawdę słabo słyszalny. Uwierzcie - relacje tv z meczów Realu zakłamują obraz (czy też raczej dźwięk), mikrofony muszą być umieszczone blisko sektora ultrasów:).

A co ja tam robiłem? Z potomkiem byłem, co chyba wszystko tłumaczy :).

czwartek, 19 marca 2015, dada6

Polecane wpisy

Futbolowe Zapiski na facebooku: facebook.com/futbolowezapiski
obserwuj autora na Twitterze: https://twitter.com/dada_6